czwartek, 19 grudnia 2013

Jestem Grinchem :P

Hej Wam :) Chyba wszyscy wokół żyją już świętami. Widać obłęd w oczach, prawie każdy dokądś pędzi ... Ale to nie ja. Od rozwodu moich rodziców, jak śmieje się moja mama, przychodzi do mnie Grinch. 




Nie czuję atmosfery świąt, tej magii - nie czuję tego wszystkiego. W tym roku miało być inaczej - miałam być w De z mamą, ojczymem i całym tym naszym zwierzyńcem. Miałam ... Ale nie jestem. Zostałam w Pl, bo bliscy mnie o to prosili. Miała być moja kochana babcia, śnieg, narty i masa prezentów. Niestety rodzice uparli się na Karpacz, którego nie cierpię. Śniegu tam nie ma, a wymarzonych prezentów też raczej nie będzie, bo "Nie ma na to kasy". Możecie mnie w tym momencie nazwać rozpuszczoną, ale taka nie jestem. Po prostu nie cierpię nietrafionych prezentów. Takich jak ten dzisiejszy : kolega - wydawałoby się, że dobrze mnie zna - kupił mi książki. No dobry prezent - pewnie pomyślicie. Cały problem w tym, że kupił mi książki, które już czytałam, nie cierpię ich. Zaraz po lekcjach zaniosłam je do biblioteki na półkę, z której każdy może sobie ją zabrać na własność. Niech ktoś się ucieszy :) Cieszę się natomiast z faktu, że wszystkie prezenty które ja kupiłam moim znajomym się spodobały. A ich zaskoczone, uśmiechnięte buzie mówiły wszystko. Zdecydowanie bardziej wolę obdarowywać niż dostawać :)


Jednak dla wielu z nas Święta to przede wszystkim jedzenie. Gdy słyszę od znajomych,że spędzą ten czas przy suto zastawionym stole, po prostu mnie ... powiedzmy - nosi. Tradycja zanika - to gorzej niż pewne. Dlaczego nie zmienimy jej na nową, lepszą wersję? Tradycyjne dania w wersji zdrowej wcale nie muszą być nudne, mdłe czy nijakie! Wręcz przeciwnie. 

Wiecie co mnie najbardziej przeraża? Tony jedzenia, które mamy w zwyczaju kupować. A to,że sklepy będą zamknięte przez jeden dzień działa na większość jak płachta na byka. No, bo po co kupować 10 kg cukru? Więcej nie znaczy lepiej ! My od wielu lat mamy zwyczaj robić wszystkiego tyle, by każdy mógł spróbować. Wiadomo,że np. mój dziadek zrobi trochę więcej sałatki czy ryby, ale nie tyle,żeby nie można było zjeść. No i jeśli coś zostanie - zamrażamy. Nic nie może się zmarnować. Tak samo jest z ciastami - po co piec milion rożnych rodzajów, skoro można upiec góra dwa ? U nas z reguły jest makowiec, sernik lub murzynek. No i obowiązkowo moje pierniki :)

Choć w Polsce brakuje mi luzu niemieckiego. Tam na Wigilię je się raclette, a w pierwsze i drugie święto idzie się do restauracji. 



A oprócz tego dużo spacerów i ruchu :) Czy nie możemy tak jak oni?



A Wy jakie macie plany na święta? W rodzinnym gronie czy sami? Leniwie czy aktywnie? Piszcie !

Alice

2 komentarze:

  1. Miałam podobny okres po śmierci taty, na szczęście zrozumiałam, że swoim zachowaniem niszczę święta innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jest szansa,że to się zmieni? :)

      Usuń