czwartek, 1 maja 2014

Jeden dzień z Alice w Berlinie - 29.04.2014

Witam wszystkich bardzo serdecznie :)
Do napisania tego postu zbieram się od rana, ale jakoś nie mam weny. Miałam być dziś w szkole, lecz późno wróciliśmy, w dodatku wyjazd był o 5 rano, przez co padła decyzja,że odsypiam. Na wyjeździe źle się poczułam i niestety okazało się,że to kobiece dni. W konsekwencji od rana (w sumie było to już po 12) leżę w łóżku zwijając się z bólu. Nie mniej jednak wróćmy do tematu.
Tak jak wiecie lub nie, miałam okazję już po raz drugi uczestniczyć w wyjeździe do Berlina zorganizowanym przez liceum w mieście, w którym mieszkam. Dziś pragnę zaprosić Was na małą fotorelacje z tego wyjazdu.

zdj by me. 2013 - Brama Brandenburska w Berlinie




Wyjechaliśmy o 5 rano, ponieważ pierwszym punktem programu był Poczdam.  Wyjazd o tak wczesnej porze ma swoje plusy - widok budzącej się ze snu przyrody : bezcenny. Całe szczęście,że mamy S3 i A2 - co prawda S-ka jest ładniejsza i bezpłatna, ale nawet autostradę da się przeżyć :)

Około godziny 9 dotarliśmy do pierwszego punktu naszej wycieczki - Poczdamu. Nie będę Was maltretowała zbędnymi historiami - chętnych odsyłam do odchłanii Internetu. Niestety nie mieliśmy czasu by przejść się po mieście, ale nawet z pokładu samochodu budowle takie jak katedra, gmach Uniwersytetu, gmach szkoły filmowej czy Brama Brandenburska robią furorę.

foto z Internetu. Brama Brandenburska w Poczdamie

Następnym punktem była pałac Sans Souci. Powiem krótko oczarowały mnie bardziej ogrody niż sam pałac. Słońce przyjemnie świeciło, aż miało się ochotę usiąść gdzieś w cieniu na trawie i poleżeć. Co było dla mnie miłe - na trasie naszej wędrówki spotkaliśmy wiele osób uprawiających jogging lub biegających. 







Mieliśmy również zwiedzić Cecilienhof, lecz z uwagi na brak możliwości dojazdu udaliśmy się do Gatow - nieczynnego już lotniska przekształconego w muzeum. Jako pasjonat lotnictwa byłam zachwycona - cuda !













Akurat, gdy wychodziliśmy zauważyłam samolot startujący z SXF.

A teraz nadszedł czas na najbardziej znane turystyczne atrakcje. Niestety akurat, gdy byliśmy na placu paryskim przyjechali strażacy i coś robili ...






Było już po 12, kiedy udaliśmy się do kolejnego punktu - Reichtagu. Słońce dawało nieźle popalić, a ja marzyłam tylko o mrożonej kawie ze Starbucks'a , który znajduje się naprzeciw hotelu Adlon ...








Z tego miejsca podjechaliśmy zobaczyć Charlie Checkpoint. Wstęp do muzeum jest płatny i okupowany przez turystów, więc przeszliśmy tylko linię "graniczną" i ruszyliśmy dalej.

Przy szczątkach muru - wyglądam okropnie ... Widzicie ten odrost? Masakra ...


Tak oto powitał nas główny cel podróży  - Muzeum Żydowskie. Niestety aparat zostawiłam w autobusie, więc zdjęcia zaczerpnęłam z neta. Warto tu zajrzeć, jeśli ma się trochę więcej czasu - jest duże i blogate w eksponaty.






Stąd już tylko żabi skok do Muzeum Techniki. W zeszłym roku widziałam większość eksponatów, więc w tym roku postawiłam na Spectrum - załapałam się na wystawę o rozwoju transportu.












W tym miejscu musieliśmy niestety kończyć i opuścić to wspaniałe i warte zobaczenia miasto. Mogę odhaczyć Berlin z listy "Before I die ...", lecz moja noga jeszcze nie raz postanie na tej ziemi. Marzy mi się jeszcze kilka muzeów , kebab - typowo berliński ; jedyny w swoim rodzaju ! - oraz mam ochotę wziąć aparat z dodatkową baterią i zgubić się w uliczkach Berlina. Ci wszyscy ludzie, zbitki kultur - poezja ...

Wracając nie obyło się bez zakupów ;P W A10 można się nachodzić, ale całe szczęście nie zgubić ;) Głównym moim celem było kupno perfum Esprit, lecz ani w ich sklepie ani w pozostałych dwóch drogeriach nie było. Postanowiłam w takim razie kupić torebkę - niestety żadna nie była na "wow! biorę!". Zrezygnowana pomaszerowałam w stronę wyjścia. Coś mnie jednak tchnęło by kupić w Realu młodej żelki, a sobie wodę. Od niechcenia poszłam na dział z kosmetykami i - tadam - znalazłam mój perfum ! :) To się nazywa szczęście głupiego ;) 


Niestety była tylko 30 ml - dobrze chociaż ,że w ogóle było ;)
A że miałam trochę pieniędzy odłożonych kupiłam jeszcze wodę perfumowaną na co dzień :

Wróciłam zadowolona, zmęczona i lekko załamana. Ubolewam nad tym,że nie mogę tam mieszkać i z chęcią częściej jeździłabym nie tylko do stolicy, ale do samego kraju, który ma wiele obliczy - każde godne zobaczenia ! 
Jestem człowiekiem, którego szlachta polska nazwałaby kosmopolitą, choć ja wolę określenie obywatel świata. Uwielbiam podróże i żałuję,że tak rzadko mogę wyjeżdżać ... Nie mniej jednak każda podróż pozostawia we mnie jakiś ślad, wspomnienie - tylko dla mnie. A to jest bezcenne ;)

 

A jak jest u Was? Macie listę, gdzie chcecie pojechać? ;)
Moją znajdziecie w zakładce "Before I die" ;)

Alice

6 komentarzy:

  1. Warto jechać i zwiedzić :) Byłam i wrócę nie raz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat poza granicami kraju jeszcze nie byłam, ale że wszystko przede mną to mam nadzieję, że nie raz odwiedzę różne zakątki świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci tego z całego serca !!! :*

      Usuń
  3. świetne foty!! byłam byłam :D i lubię tak robić zakupyyyy :D

    OdpowiedzUsuń