piątek, 25 lipca 2014

Yalikavak moimi oczami, czyli relacja z podróży ...

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie!
Dziś mija tydzień od mojego powrotu do kraju. Zdążyłam przestawić się z powrotem na czas polski, przeżyłam awersję do Polski, ludzi itd., a także powróciłam do rzeczywistości, której muszę stawić czoła. 
"Dopiero się wspinam, ale widoki są extra"


Nie chcę Was zanudzać szczegółami i nie pokarzę Wam wszystkich zdjęć - swoją drogą wyszło ich trochę ponad 700 ;) - więc wybrałam tylko kilka zdjęć i opowiem Wam po krótce co i jak :D

Wylot z Poznania mieliśmy o 18, co oznaczało,że musimy wyjechać z domu po 14 i w sumie był to genialny pomysł, bo uniknęliśmy korków :) Swoją drogą - dawno nie latałam i byłam zdziwiona jak bardzo Ławica się rozrosła i zmieniła - choć niekoniecznie na plus :( 
Sam lot przebiegł spokojnie i bez większych kłopotów wylądowaliśmy o godzinie 22, czasu tureckiego. Samo lotnisko Bodrum Milas zasługuje ode mnie na duży plus. Po wyjściu na zewnątrz przede wszystkim uderzył nas upał - o godzinie 22:45 było 26 stopni ^^ No i ta wilgotność powietrza - bajka :P 
Do hotelu dotarliśmy chwilę przed północą - i tu miałam jedyne ale : o tej godzinie w recepcji była tylko Pani, która mówiła słabym angielskim. Możecie się ze mnie śmiać, ale nie lubię angielskiego i raczej biegle władam niemieckim. No, ale nie myślcie - gułą nie jestem i jakoś po angielsku też się dogadam. Pani B. byłaby dupna ;) Rano okazało się,że nasz pokój na śliczny widok na morze i bardzo fajne położenie - wszystko blisko, a za razem cicho. Jeśli chcecie poczytać o samych hotelu to odsyłam Was na ich stronę internetową.  Pierwszy dzień to przede wszystkim opalanie i zwiedzanie hotelu. A co musiałam zrobić ja? Pomimo kremów z filtrem, chustki  i okularów moja twarz płonęła. Kiedyś będąc dzieckiem jeździłam przez całe wakacje nad jezioro (tata był ratownikiem) i tak mocno opaliłam twarz,że nos i policzki pokryły się skorupą, która pękała, co wiązało się z okropnym bólem i dużą ilością krwi ... Brr ... Od tamtego czasu nie opalam twarzy i muszę strasznie uważać ....

Tak właśnie wygląda moja przypalona twarz :P

No to zwiedzamy - obeszliśmy całą zatokę :)










Widok z naszego piętra na zatokę nocą - często przesiadywałam w tym miejscu, bo tylko tam miałam Internet :P

Drugi dzień to już więcej luzu, nowe miejsca i pierwszy spacer do centrum Yalikavak :)

Mam brzydki owal twarzy i po wyjściu z wody zawsze brzydko wyglądam, ale lubię to zdjęcie :) Wyglądam jakbym miała grzywkę :P




Ja nie mam szczęścia do skuterów : albo niesprawne, albo nieczynne, albo horrendalnie drogie ! Będę mogła kiedyś w końcu spróbować? 

W drodze do centrum mieliśmy czas by podziwiać krajobraz i olbrzymi księżyc ^^

No i mówcie co chcecie, ale kolekcjonuję ciuchów, butów, ani torebek, ale okulary kocham ! Niestety trzecie od góry nie powróciły do kraju :(

Trzeci dzień to przede wszystkim kąpiele w morzu i basenie oraz robienie zdjęć.

Taki komunikat pokazał mój telefon, gdy się opalałam. Teraz niestety nie było okazji, ale może kiedyś? :D

Cały dzień w wodzie, a potem szczękanie zębami bo zimno :P

Widok znad basenu na zatokę ...



Miało być pięknie, a wyszło ... Inaczej )


Mój aparat już wydaje ostatnie tchnienie ... I pytanie co kupić? Lustrzankę bezlusterkowca, kompakt czy wodoodporny kompakt?

Czwartego dnia szybciej zeszliśmy z plaży i pojechaliśmy kupić pamiątki - pomimo tego,że pojechaliśmy ok.17 upał był straszny, więc po powrocie każdemu marzyło się tylko jedno - coś zimnego do picia !

Rano odbyły się zawody - 2 deski połączone ze sobą sznurkiem i trzeba było płynąć w stronę swojego brzegu ...

Stefcia !!!
Nadałyśmy z N. imiona pracownikom hotelu i tak oto :
Stefcia - Turczynka, animatorka, którą bardzo polubiłyśmy. Codziennie rano prowadziła aqua aerobic.
Stefan - kelner znający podstawy polskiego
Bob - jedyny "grubszy" kelner - robił bardzo dobre drinki - podobno :P
Edward - młody ratownik
Bogdan - starszy ratownik, który zawsze miał luz :)
Poza tym był jeszcze kelner, który mnie podrywał, jeden bardzo wysoki kelner, który nauczył mnie robić drinki oraz dwóch, którzy imion nie dostali.

Poza pracownikami znaleźli się jeszcze :
Francuzik - wysoki (ok. 2 m) - gdy się uśmiechnął każda kobieta nie mogła oderwać wzroku
Rusek - który był Polakiem, ale o tym za chwilę :)
Boss - manager mówiący po niemiecku
Blondi - dopiero w drodze do hotelu okazało się,że nie ma wizy, jechała z córką, która swoja drogą była sympatyczna - nie to co mama. Poprosiłam ją by pomogła mi powiedzieć coś po angielsku - nie powiedziała nic i sobie poszła. Typ człowiek : nie odzywaj się do mnie, bo nie jesteś godzien stać przed moim obliczem. Nowobogacka. Później okazało się,że jest obywatelską UK.

Swoją drogą - wygrałam :) Choć tylko dzięki temu,że facet, który ze mną konkurował dał mi wygrać :P

Minarety ...

.... i marina.

Samojebka z rąsi musi być :P

Wspominałam już o okularach :) Tu wymieniłam się na chwilę z tatą na Zeppeliny - i jak? :)

Choć moją ulubioną rośliną jest jaśmin, ta roślinka też jest niczego sobie :)

Przejście do anex roomów ...

Czasem popłaca gapienie się na chodnika, a nie przed siebie :)


Mniejszy z basenów.

Już teraz wiem skąd pochodzą te lampy ze Sfinksa :P

I większy basen.

15.07 to pierwszy dzień, kiedy postanowiliśmy opalać się na plaży - najlepsza decyzja ever! Ten wiatr ^^

Kto pierwszy musiał być na plaży? Ja! N. zrobiła mi zdjęcie - rasowy nie ogar :P


Z serii - Przyrżnij damę i pokaż włosy.

3 książki to chyba ładny wynik prawda? Tu już moje nogi wołały o pomstę do nieba.



Muszę.Mieć.Taki.Hamak. 


Brzuch wciągnięty, pierś do przodu i udajesz chudzielca - żarcik :P


Będzie mój O.o




I można się śmiać i powtarzać,że to obciach, ale ja uwielbiam swoje białe Crocsy i przechodziłam w nich prawie cały wyjazd - basen, plaża czy śniadanie - idealne!

Następnego dnia obudziłam się z bólem brzucha, ale nawet to nie mogło zepsuć mi zabawy :D

Bo opalony brzuch to szczęśliwy brzuch ! brak cycków uczcijmy minutą ciszy ;)

Skoro to ostatni dzień to wybraliśmy się jeszcze raz do centrum - kupić jakieś ostatnie drobiazgi i przejść się wzdłuż wybrzeża. 

Jakość aparatu w moim telefonie powala -_- Meczet.

Kawałek plaży przy marinie :)

Któregoś dnia - podajże w poniedziałek tata grał w waterpolo. Mieliśmy pomarańczowe bransoletki,a inni także niebieskie i czerwone - nadal nie wiem od czego to zależało. W każdym razie grał z panem, który miał niebieską i tata ciągle mu podawał, a ten strzelał. We wtorek spotkaliśmy Polaków, którzy mieli także niebieskie. Idąc w środę promenadą spotkaliśmy tego otóż pana. Wymienili szybkie "Hi" i poszliśmy dalej. Chwilę później spotkaliśmy tego pana z rodziną o okazało się,że są z Polski. Rusek wzięło się od tego,że miał charakterystyczną, "śpiewną" wymowę - spotykana u mieszkańców wschodu, ale także u rodowitych Poznaniaków :P Wieczorem, gdy wróciliśmy familia poszła do pokoju, a ja zeszłam nad basen do baru. Wywiązała się miła pogawędka, która mogła by trwać dłużej gdyby nie to,że : 1)nie miałam klucza do pokoju 2)barman nie chciał dać mi spokoju 3)rano musiałam się jeszcze spakować. Właśnie wpadłam na pomysł, by opisać gdzieś ten wieczór ze szczegółami - będzie co wspominać :)

 W dzień wyjazdu musieliśmy opuścić pokój do 12, ale co zrobić kiedy transfer mieliśmy dopiero o 20? Oddaliśmy pokój, wzięliśmy stroje i bagaże podręczne i na plażę ! :P Czas płynął wolno, a nerwy rosły. Po 18:30 poszliśmy już do lobby, gdzie przynajmniej była klima. I wifi - fajnie chwilę przed startem dowiedzieć się,że była katastrofa samolotu i zginęło tyle ludzi. Ponieważ N. i A. leciały pierwszy raz, a A. strasznie się obawiała, postanowiłam nic nie mówić. Lot mieliśmy o 22:50 czasu polskiego. Lecieliśmy Airbusem A320 - tu jedna uwaga : ten samolot to jedna wielka porażka! Tak, jasne : zdarzyło mi się lecieć też starym Boeingiem,  ale ten samolot był masakryczny. No, ale trzeba było zachować pokerową twarz i powiedzieć dziewczyną,że to świetny samolot. Do samego lotu powrotnego mam kilka ale - jak dla mnie niedopuszczalne jest by dziecko siedziało przy samych wyjściach ewakuacyjnych, obsłucha powinna umieć udzielać pierwszej pomocy - chwilę przed lądowaniem pewna pani źle się poczuła i straciła przytomność, potrzebna była karetka ... Najgorsze było dla mnie to,że samolot musiał kołować ok. 15 minut bo nie wytraciła całej wysokości ... Wylądowaliśmy z prawie półgodzinnym opóźnieniem. Dopiero po wylądowaniu ktoś powiedział o katastrofie nad Ukrainą. Gdybyście widzieli minę A. Oczywiście zaraz przyznała,że gdyby wcześniej wiedziała o stanie technicznym samolotu i tym co się stało to nigdy by nie wsiadła do samolotu. A tak dolecieliśmy szczęśliwie.Koniec końców w domu byliśmy przed 4. A reszta to już tylko historia ....

Mam nadzieję,że Was nie zanudziłam na śmierć :) 
Widzicie mnie tu w całej okazałości - wiecie jaka droga przede mną. Muszę, choć mi nie wychodzi ... Ale o tym innym razem :)



xoxo
Alice

10 komentarzy:

  1. Kocham Turcję! Ja dopiero w sierpniu wyjeżdzam, zostały mi jeszcze 2 tygodnie siedzenia w domu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chyba też :P ja już niestety do końca wakacji siedzę w domu :(

      Usuń
  2. Cudowne zdjęcia! Jakoś nigdy mnie tam nie ciągnęło i nie miałam pojęcia, że jest tak pięknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Mnie zawsze ciągnęło do podróży i "ciepłych krajów". Z resztą marzy mi się zwiedzić cały świat, a w przyszłości, kto wie, może zamieszkam w jednym z nich? ;)

      Usuń
  3. bylam w Turcji, dobre kilka lat temu, niestety mnie nie zachwycila... jedyne co wspominam to plywanie z Delfinami, wole jednak wieksza egzotyke ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z delfinami pływałam w Egipcie i chcę jeszcze raz ! ;) kogo stać na większą egzotykę tego stać :P mnie, może kiedyś? :D

      Usuń
  4. kiedyś się może wybiorę
    na razie na I miejscu mamy włochy
    i zdaję sobie sprawę z tego, że jeden urlop mi nie starczy...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja biorę Włochy na celownik na przyszły rok :)

      Usuń
  5. O jejku , zazdroszczę ! :) Może kiedyś też pojadę , jedno z moich marzeń , wyglądasz przecudnie , taka uśmiechnięta :) Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Na pewni uda Ci się też polecieć :D

      Usuń