niedziela, 7 lutego 2016

Co kryje się pod Tłuszczu nadchodzę?

Jak wiecie lub nie średnio raz w miesiącu mam ochotę rzucić pisanie tego bloga w czortu. Czasem nawet częściej. Jedyną rzeczą, która ratuje mnie przed nie skasowaniem jest fakt, ile pracy w niego włożyłam.


Ten blog nie powstał dla kogoś. Miał być moim pamiętnikiem, gdy 3 lata temu po raz pierwszy postanowiłam zawalczyć z powracającymi kilogramami. Nigdy nie sądziłam,że blog ten przetrwa choć by rok i że ktokolwiek będzie chciał go czytać. Pod koniec wakacji '13 wynikła pewna nieprzyjemna sytuacja, przez którą skasowałam starsze posty i postanowiłam zacząć raz jeszcze. Ostatnio pewien anonim zarzucił mi, że od czasu mojego powrotu ten blog nic nie wnosi. Ma rację, tylko tyle,że ten blog nigdy nic nie wnosił. Nie powinnam wtedy kasować postów, a cały blog.
Czytając moje posty możecie odnaleźć kawał mojej historii, Ten blog przetrwał wiele, W tym czasie zmieniły się moje priorytety, ludzie przychodzili i odchodzili, a ja dorosłam.
Można powiedzieć, że pobłądziłam. Ostatnio zostałam zapytana, czy nazwa bloga jest jeszcze aktualna. Odpowiedz brzmi : jest teraz bardziej aktualna niż kiedykolwiek indziej.
Nie potrafię już pisać postów, które by Was interesowały. Dobra, w sumie nie potrafię pisać już nic. Nie sprawia mi to ani radości, ani nic. Piszę je chyba tylko dlatego,że jesteście ostatnimi osobami z którymi mogę pogadać.
Mogę śmiało powiedzieć, że wszyscy przyjaciele ode mnie odeszli. Lub wywaliłam ich z mojego życia. Tak - to dobre słowo : wywaliłam z mojego życia toksycznych ludzi. Żałuję? Czasami, gdy nie mam z kim porozmawiać, ale z drugiej strony poczułam się szczęśliwa i wolna.

W listopadzie wykryto u mnie niedoczynność tarczycy. Dziedziczną. Co dalej? Nie wiem - wszystko okaże się w sobotę. Oprócz tego znajduję się również pod opieką ginekologa - w czerwcu czeka mnie pobyt w szpitalu.
Co mam Wam napisać ? Nie wiem. Moje obecne życie to wieczne badania i czekania na diagnozę. Ćwiczę sporadycznie, choć bardzo chciałabym robić to regularnie. Nie mogę wrócić na basen nad czym ubolewam.

A dieta?
Mimo pilnowania się wpadają słodycze, a waga pokazuje więcej niż kiedykolwiek w życiu miałam.

Walczę

Na razie wprowadzam zmiany w diecie. Zmniejszam porcje, eliminuje szkodliwe dla mnie produkty. Nie wiem czy za tydzień jeszcze będę mogła tak jeść. Zależy co powie lekarz. Jedno jest pewne - chcę zacząć znów ćwiczyć. Nie dlatego,że ktoś mnie zmusza - ja po prostu chcę. 

Na dzień dzisiejszy nie mogę powiedzieć nic więcej. Nie wiem nic oprócz jednego. Mam cel.

4 komentarze:

  1. Trzymaj się ciepło. Zrobiłaś w swoim życiu miejsce na prawdziwych przyjaciół i oni się pojawią, prędzej czy później. Co do problemów ze zdrowiem i wagą, polecam Ci bloga Joanny Haśnik, ona boryka się z wieloma schorzeniami i sporo pisze o tym co je. A jeśli chcesz pogadać, zawsze możesz skorzystać z mojego maila, moi obecni, jak najbardziej realni przyjaciele to pokłosie wirtualnych znajomości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ogromne powodzenia w tej walce o postawiony cel! wierzę, że Ci się uda :) i nie rzucaj bloga bardzo Cię proszę :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń