poniedziałek, 26 września 2016

Filozoficznie, czyli to Inni mają problem, nie TY

Mam wrażenie, że muszę być spokrewniona z Schopenhauerem. Wszystko się jakoś nawartwiło i w końcu uleciało ze mnie powietrze. W piątek w czasie rozmowy z przyjaciółmi padło z moich ust jedno stwierdzenie :
To inni mają problem, nie Ty!
Och jakże znamienne to słowa. Najśmieszniejsze, że dziś usłyszałam je właśnie ja, z ust osoby, która jest moim najlepszym przyjacielem. Podesłała mi ona pewien tekst, a ja mogę powiedzieć, tylko amen!

Nie…
Nie przyszedłem tutaj, aby być lubianym, bo każda zmiana jest związana z jakąś niewygodą. Ale jest mi miło, gdy lubię siebie.
Nie jest mym celem być akceptowanym, bo uświadamianie innych zawsze trafia na opór ich ignorancji. Ale wartością jest dla mnie akceptacja siebie samego.
Nie ma dla mnie znaczenia, czy zgadzasz się ze mną, bo nie przekonuję Cię do niczego. Ale ważne jest, bym żył w zgodzie sam ze sobą.
Nie jest istotne, czy pojawia się hejt, bo nikt nie myśli o gównie, jedząc w świetnej restauracji. Istotne jest za to, bym nie hejtował siebie.
Nic nie zmieni sarkazm, bo każdy atak pokazuje lęki tego, który w ten sposób się broni. Ale jest wspaniale, gdy przestaję atakować sam siebie.
Nie obawiam się obrazy, bo nie dotyczy ona mnie, tylko obrazka z profilu w internecie. Ale martwię się, że mógłbym obrazić sam siebie.
Nie smuci mnie czyjaś podłość, bo mam z nią do czynienia przez mijającą chwilę. Ale smuci mnie, że gdybym ja był podły, to ze sobą samym spędziłbym całe życie.
Nie myślę o tym, co ktoś inny o mnie myśli, bo albo się coś wie i to akceptuje, albo nie wie i nie roztrząsa. Ale myślę o tym, co myślę ja o innych, bo każda z tych myśli mnie tworzy.
Nie przejmuję się starzejącym ciałem, bo ten układ był jasny od samego początku. Ale za to pilnuję, by nie starzał się wraz z nim mój umysł.
Nie przeżywam porażek, bo każda z nich jest wartościową lekcją. Ale przeżywam to, że jeszcze nie jestem za nie wdzięczny.
Nie noszę winy, bo nikt nie ma mocy obiektywnej oceny. Ale biorę odpowiedzialność, bo dzięki niej odzyskuję kontrolę nad swoim życiem.
Nie rozważam, czy było źle, czy dobrze. Bo dobrze jest uznać, że nigdy nie było źle.
I gdy nie robię tych wszystkich rzeczy, to nie ma już „nie”. Wtedy jest więcej „tak”.

Karma wraca. Życie daje po tyłku, a ja prę naprzód. To dobrze, prawda? 


1 komentarz: