niedziela, 13 listopada 2016

Dietetyk?!

Po tym jak powiedziałam, że zrezygnowałam z usług dietetyka, dostałam kilka wiadomości z prośba bym napisała post na ten temat. Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem!


Po ponad 8 tygodniach współpracy z Panią dietetyk, postanowiłam zakończyć współpracę. Powód ? Kilka.
Po pierwsze : dieta zaczęła mi szkodzić. Mój organizm zaczął nie tolerować aż takiej ilości nabiału oraz pieczywa.
Po drugie : koszty. 
Po trzecie : brak kompetencji .

Nie zrozumcie mnie źle. Ja bardzo chciałam w końcu skutecznie ruszyć z moim organizmem do przodu. Łatwym przypadkiem nie jestem: niedoczynność tarczycy, pcos, skłonność do insulinooporności i nadciśnienie, alergie ... trochę tego jest. Dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy Dietetyczka powiedziała, że nawet w takim przypadku jak ja idzie wiele naprawić. Po umieszczeniu kosztów, które nie ukrywajmy są wysokie, otrzymałam w końcu 4 tygodniową dietę. Pierwsze odczucie : zbyt zagmatwana. Wiele składników do dania A, których już nie mogę wykorzystać do dania B. Poza tym miały być skomponowane tak, by nawet osoba z 2 lewymi rękami jak ja, dała radę to przyrządzić. Kaloryczność była wysoka, bo oscylowała w okolicach 3 tyś kcal. Porcje były na tyle duże, że nie byłam w stanie przejeść tych porcji. I zaczęłam w końcu pic te 2 litry wody dziennie. Skutek : odżywienie organizmu, nawodnienie, ale minimalne spadki wagi. Może nie tyle było źle, ile sama świadomość, że muszę jeść według tego konkretnego planu działała mi źle na psychikę. Po 4 tygodniach nastała wizyta kontrolna. Słodkopierdząca dietetyk pochwaliła wyniki, obiecała poprawę menu i powiedziała, że dietę otrzymam jak najszybciej się da. Czyli po ponad tygodniu, ale tego może komentować nie będę. Nowa dieta owszem była ciut zmieniona, ale zawierała za dużo nabiału przez co mój organizm zaczął się buntować oraz była nie przystosowana do pudełek. A jak zapewne wiecie, nie wszystko nadaje się do zabrania na cały dzień do szkoły, tym bardziej w upały. Mimo zgłaszania tego, dieta nie została w żaden sposób zmieniona. Po kolejnych 4 tygodniach nadszedł czas kolejnej wizyty. Wagi owszem spadła, ale zaledwie o 2 kilogramy mimo rygorystycznego przestrzegania zaleceń. Gdy w czasie wizyty zgłosiłam problemy, jakie napotkałam, Pani dietetyk tylko zbyła to ręką i a nikłe wyniki skwitowała "adaptacją organizmu". Idąc tam wiedziałam już, że niestety będę musiała zakończyć tą współpracę. 
Na razie jestem na etapie poszukiwania dalszej drogi. Jeszcze nie wiem, czy zdecyduje się na jakiegoś innego specjalistę czy tak jak teraz będę nadal sama kombinować.

Możecie mi kogoś polecić? 
Ma dziś to wszystko.
Love,
Alice

8 komentarzy:

  1. przykro mi, że take doświadczenia Cię spotkały :(

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam wrazenie, ze wiekszosc dietetykow w dzisiejszych czasach wykonuje te prace ze wzgledu na zarobki!! a nie ze wzgledu na pasje jak powinno byc... co za tym idzie....
    dzialaja na zasadzie kopiuj wklej lub uzywaja specjalnych programow... a sami od siebie nic nie potrafia dac bo nie maja dostatecznej wiedzy, albo po prostu nie potrafia jej uzyc... a to jest straszne :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym prawie czytała swoją historię.

    U mnie w skrócie było tak, że dostałam dietę niskokaloryczną, ale sporowęglowodanową...
    Spadków nie było, a dieta już mi się "przejadała".

    Dietetyczka ułożyła mi ponownie jadłospis tym razem na 7 dni i to niskowęglowodanowy. Spadek się pojawił, nawet ładny, ja byłam zadowolona.
    Ale Pani dietetyk zmieniła zdanie i kazała mi wrócić do poprzedniego jadłospisu - "skoro waga już ruszyła w dół".
    I co z tego wynikło? Nic... przerwałam dietę, wcześniej poczytawszy to tu to tam..

    Wiem, że dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest dieta niskowęglowodanowa. Ja to wiem, ale brak mi jakiegoś bata nad sobą by ją przestrzegać i brak mi rozpisanych posiłków bym w pierwszym etapie spadku nie musiała myśleć co mam przygotować.

    Dzisiaj mam wizytę u dietetyczki której z góry powiedziałam, że ma to być dieta niskowęglowodanowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, kurczę... Wiem, że Slim Size Me zaczęła współpracę z nowym dietetykiem, więc może ona coś więcej Ci powie. Niestety ale coraz częściej słyszę o niekompetencji dietetyków...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, i znow dietetyk " do bani! ". Ile jeszcze ludzi zniszczy siebie zdrowie /nerwy /psychike itp... Zanim Ci " dietetycy" zrozumieją że ich praca jest gów*o warta. A może nigdy nie zrozumieją bo ich EGO przewyszy ich wiedze.

    OdpowiedzUsuń
  6. No niestety bardzo trudno o kompetentnego dietetyka, który potrafi ułożyć dietę dla osoby chorej. Ja na Twoim miejscu szukałabym w okolicach szpitala, a najlepiej osoby, która pracuje na oddziale. Tak z resztą zrobiłam w przypadku mojego syna, który ma ciężką postać alergii. Najlepiej szukać poradni dla diabetyków, albo podobnej. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem dietetykiem z wykształcenia i z zamiłowania. Ale nie pracuję w zawodzie. Właśnie ze względu na to co pseudodietetycy robią pacjentom. Opinia powoli jest tak intensywnie psuta, że w najbliższym czasie nie mam co szukać zatrudnienia w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej wiesz wpisz sobie Joanna Haśnik ma jnstagram problemy co ty dziewczyna jest cudowna ,bardzo mądra i warta uwagi

    OdpowiedzUsuń