niedziela, 12 lutego 2017

Pozwólmy sobie być materialistami!

Trochę, a nawet bardzo się spóźniłam. 
Tekst, który własnie czytasz powinien pojawić się w Boże Narodzenie,albo tuż po nim. 
Tak się jednak nie stało. 
Wolałam jeszcze przemyśleć temat i mam nadzieję,że się opłaciło. 
Boże Narodzenie urosło do rangi konkursu próżności. Jak grzyby po deszczu, zaraz po kolacji, wiele youtuberek 'leci' do 'studia' i nagrywa film "Co dostałam na święta?". 
Nie zrozumcie mnie źle - sam uwielbiam oglądać takie filmiki. Jednak któregoś razu odezwał się szept z tyłu głowy. "Patrz. Ci ludzie mają tyle fajnych rzeczy,a Ty ich nie masz ...". 
Natrętna myśl, ale całe szczęście szybko wyrzuciłam ją z głowy. I zaczęłam myśleć ... Pierwsze pytanie dotyczyło tego, czy rzeczywiście tego chcę, czy może to chwilowy kaprys? I wiecie,co? W 99% przypadków był to zwykły kaprys,a ja nie wykorzystałabym danej rzeczy. 
Drugie pytanie było bardziej skomplikowane. Dlaczego tego chcę? Podobnie jak w pierwszym po głębszym zastanowieniu okazywało się,że tylko dlatego, że posiada to ktoś inny? Próżność? Być może. Ale idźmy dalej. Załóżmy,że jest jedna rzecz, której bardzo pragniesz. Widzisz ją wszędzie, a w końcu postanawiasz,że "Cholercia! Muszę ją mieć!". Znajdujesz sklep oferujący ten produkt, zapisujesz zakładkę na komputerze i ... pukasz się w głowę. "Przecież tego nawet nie kupię! Nie mam na to pieniędzy - są ważniejsze wydatki!". I tak bijesz się z myślami. Zapewne jest tak za każdym razem. A może by tak ulec swojej próżności? Nie wiesz o czym mówię? Ania napisała kiedyś dobry tekst : kliknij tu . 

Sama stosuję coś bardzo podobnego. Mam miejsce w notatniku, gdzie lądują tylko te pozycje, które stanowią ukoronowanie moich marzeń. Jestem 'biednym studentem'. No dobra - nie jestem studentem. Chodzi mi o to,że mam określoną kwotę 'na życie' i muszę tak gospodarować, by starczyło na cały miesiąc. A mimo to mogę pozwolić sobie na nową książkę, TĄ ładną bluzkę czy co miesięczne wyjście do kina. Spytasz jak? Po prostu CHCĘ. Jeśli masz wybór -na śniadanie : zjeść czekoladę czy kupić bułkę, co wybierzesz? Czekolada to koszt 2,5. Bułka - 0.5 groszy. Tym sposobem zaoszczędziłaś 2 złote. Da się? Pewnie! Masz 10 minut. Musisz dostać się tam i masz wybór. Jechać autobusem w 2 minuty, bądź iść 7 minut. Bilet kosztuje - chodzenie tylko wpływa na Twoje zdrowie. Co wybierasz? Spytasz - no dobra,ale PO CO to wszystko?
 Ponieważ chcę Ci pokazać,że KAŻDY może. 
Jest jeszcze jeden aspekt. I znów odwołam się do Ani : 

"Prezenty są trochę jak kupowanie marzeń. Ja osobiście nigdy nie kupuję szpilek - kupuję wizję siebie, świadomej i pewnej siebie kobiety. Nie kupuję kalendarzy, tylko wizję cudownie zorganizowanego życia. Czasami rzeczywistość trochę rozczarowuje, ale apeluję o jedno - kupując daną rzecz zastanów się, czy to na pewno dobry sposób na "kupienie sobie" wymarzonego życia. Bo może czasem lepiej jest zrobić soie trening niż kupić książkę o byci fit, która będzie leżała zakurzona :)."
 Więc zrób coś dla siebie i zrób sobie prezent! Słowa Ani trafiają w sam punkt. 
Kupujemy wizję lepszego siebie. 
W październiku wybierałam sukienkę. Miałam w niej iść na studniówkę. Nie pytajcie czemu jednak wybrałam inną - potrzebowałam czegoś , co zrobi mniejsze wow. Ale do rzeczy : wybrałam sukienkę. Bordową, z 'łezką' na dekolcie, krótką. Na pozór totalnie do mnie nie pasującą. Kupiłam ją, bo widziałam tą lepszą wersje siebie, na widok której oni zrobią wow. 

PS Udało się ;) 
Do zamówienia dorzuciłam także japonki. Nie jakieś zwykłe. HAVAIANAS'Y . TE, które widziałam tyle razy i te, od kupienia których dzielił mnie tylko krok na Wyspach Kanaryjskich.
 Co się kryło za tymi butami? Wizja kolejnych wspaniałych wakacji, na których będę śmigać w tych mega plażowych butach. 
Niedawno kupiłam okulary. Od dzieciaka marzyłam o Ray Banach. Takich czarnych, klasycznych, ponadczasowych. Był jeden szkopuł - zawsze były poza moim zasięgiem finansowym. Pewnego dnia przeglądałam Zalando w poszukiwaniu marki Quay. Piękne okulary, które kojarzą się przede wszystkim z Antypodami. I ło na Boga! Patrząc na nie, większość ma przed oczami wizję TYCH wakacji w TYM miejscu. 
Wybrałam inne. 
Wybrałam takie, które miały jasny przekaz "potrafię być poważna,ale na wakacjach mnie nie poznasz".
 Kupiłam je. Kupiłam wizje siebie.
Pozwól,że ostatni raz powołam się na Anię. 
Jakiś czas temu podzieliła się ciekawym spostrzeżeniem :

"Tak się też składa, że kilka prostych psychologicznych zasad się sprawdza, i pracując z pewnymi ludźmi opłaca mi się wyglądać w pewien określony sposób. Np. mieć lepszą torebkę, ładny notes a nie taki w kotki czy śmieszne pieski, czy też porządny długopis a nie randomowy z materiałów reklamowych. Mnie to śmieszy, ale dałam sobie szansę na sprawdzenie czy to moje złudzenia czy może podąża za tym realna różnica w zarobkach. No i jednak podąża.
Bogate dzieci dostaję lepsze prezenty, nawet od biedniejszych krewnych (istnieje poczucie, że mają wyższe oczekiwania i nie zadowolą się byle czym)."
I choć bardzo chciałabym napisać,że to nie prawda, to jednak tak właśnie jest. 
Określony wygląd, określone emblematy i kształty szuflatkują nas w oczach innych. Między innymi dla tego, mimo,że już niejednokrotnie było mnie stać, nie kupiłam Korsa. A kształt podoba mi się bardzo.


Może zahaczyłam o zbyt dużo różnych płaszczyzn. Może nie rozumiesz moich skrótów myślowych. Jeśli miałabym skrócić ten tekst tylko do kilku słów, brzmiałby on tak:
Pozwól sobie czasem kupić coś droższego. To nie jest próżność. Nie kupujesz błahostki - kupujesz wizję. Wizję lepszego siebie. Bo to, co nosimy wpływa na postrzeganie nas w oczach innych.
A więc? Do dzieła! Miej śmiałość spełniać marzenia!
Love,


Alice

3 komentarze:

  1. Czemu na swoim blogu zakrywasz swoja twarz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam odnaleźć to zdjęcie na instagramie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Często kupuję drogie rzeczy. Wolę kupić jedną rzecz,a dobrej jakości niż kilka, gdy po jednym ubraniu lądują w koszu.

    OdpowiedzUsuń